Serial Ted Lasso – o przywództwie, które angażuje. Lekcje dla firm rodzinnych XXI wieku.
Na pierwszy rzut oka Ted Lasso to lekki, ciepły serial o piłce nożnej, który nie wymaga od widza ani znajomości taktyki (a nawet rozumienia czym jest spalony, bo trener też nie wiedział), ani emocjonalnego zaangażowania większego niż uśmiech po ciężkim dniu. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Pod tą pozorną prostotą kryje się jedna z najtrafniejszych opowieści o współczesnym przywództwie, pracy zespołowej i zmianie paradygmatu zarządzania – szczególnie istotna dla właścicieli i sukcesorów firm rodzinnych.
To serial, którego nie da się w pełni zrozumieć, jeśli nie myśli się o ludziach, a o gwiazdach, wskaźnikach i indywidualnych ambicjach.
Od stylu forsującego do stylu angażującego.
Ted Lasso przychodzi do świata, który zna bardzo dobrze każdy przedsiębiorca starej szkoły: świata hierarchii, silnych ego, presji wyniku, kultu „najlepszego zawodnika” i trenera, który „musi mieć twardą rękę”. To świat, który przez lata działał również w firmach rodzinnych – zwłaszcza tych budowanych przez założycieli o silnej osobowości.
I właśnie tu pojawia się napięcie: czasy się zmieniły, ale sposób zarządzania często nie.
Ted Lasso nie wygrywa dzięki genialnej strategii, kontroli czy presji. Wygrywa – o ile w ogóle można tu mówić o wygrywaniu – poprzez:
- konsekwentne budowanie relacji,
- autentyczne zainteresowanie ludźmi,
- tworzenie przestrzeni psychologicznego bezpieczeństwa,
- odejście od gwiazdorstwa na rzecz zespołu.
To przywództwo angażujące, a nie forsujące. I dokładnie tego dziś potrzebują firmy rodzinne, jeśli chcą przetrwać zmianę pokoleniową.
Gwiazdy przegrywają. Zespoły wygrywają.
Jednym z najmocniejszych wątków serialu jest dekonstrukcja mitu „najlepszego zawodnika”. Indywidualny talent, który nie potrafi współpracować, staje się obciążeniem. Dopiero wtedy, gdy jednostka zaczyna rozumieć sens wspólnego celu, zespół zaczyna działać.
W firmach rodzinnych obserwuję to regularnie:
- sukcesor, który chce „udowodnić swoją wartość”,
- menedżer z zewnątrz skupiony na własnym CV,
- członek rodziny budujący pozycję kosztem innych.
To nie jest droga do trwałych efektów.
Dzisiaj nie da się skutecznie zarządzać bez zrozumienia, że wynik jest konsekwencją relacji, a nie odwrotnie.
Przywództwo to nie rola – to odpowiedzialność.
Ted Lasso nie jest liderem dlatego, że ma formalną władzę. Jest liderem, bo:
- bierze odpowiedzialność za emocje zespołu,
- widzi ludzi tam, gdzie inni widzą role,
- nie boi się przyznać do niewiedzy i słabości.
To szczególnie ważna lekcja dla właścicieli firm rodzinnych. Władza właścicielska nie gwarantuje przywództwa. Autorytet nie wynika z nazwiska ani historii firmy, lecz z umiejętności angażowania innych w sens wspólnego działania.
Styl forsujący może jeszcze działać krótkoterminowo. Styl angażujący jest jedynym, który działa długoterminowo – zwłaszcza w firmach, które chcą być przekazywane dalej.
Dlaczego ten serial jest dziś tak ważny?
Można powiedzieć – i nie będzie to przesada – że dzisiaj zarządzanie, budowanie zespołów i osiąganie trwałych efektów jest niemożliwe bez zrozumienia tego, o czym opowiada „Ted Lasso”.
To nie jest serial o sporcie.
To serial o:
- zmianie mentalności,
- końcu epoki silnych, samotnych liderów,
- początku epoki liderów, którzy potrafią słuchać, angażować i budować sens.
I w tym sensie jest to serial szczególnie ważny dla firm rodzinnych – organizacji opartych na relacjach, lojalności i długim horyzoncie czasu.
Na koniec.
Kto nie oglądał Ted Lasso, ten może nadal wierzyć, że zarządzanie to presja, kontrola i indywidualna siła.
Kto obejrzał – zaczyna rozumieć, że prawdziwa siła leży w zespole, a rolą lidera jest ten zespół uruchomić, a nie popychać.
A to jest dziś jedna z najważniejszych kompetencji w biznesie rodzinnym.