Problemy z sukcesją - tykająca bomba polskiej gospodarki.
W Polsce mamy właśnie pierwszą dużą zmianę pokoleniową od czasu ordynacji szlacheckich. Badania wskazują, że w najlepszym przypadku 10 proc. firm rodzinnych ma jakąkolwiek strategię sukcesyjną w formie pisemnej. Przy czym czasem to, co jest spisane, jest dalekie od tego, jakie powinno być. Pozostałe 90 proc. firm jest dowodem na to, że mamy duży problem społeczny, a w konsekwencji też gospodarczy. Bo przyszłe spory rodzinne doprowadzą do upadku wielu przedsiębiorstw.
Prof. Adam Mariański na łamach Rzeczpospolitej przyznaje, że nestorzy często nie chcą myśleć o tym, że kiedyś ktoś będzie musiał przejąć ich firmę, bo „przecież są jeszcze młodzi”. Musimy tłumaczyć, że sytuacja sukcesji nagłej może nastąpić u każdego w każdym czasie, nawet u ludzi młodych...
Prof. Mariański zwraca uwagę jeszcze na jedną rzecz: z racji tego, że rozmowy o sukcesji wiążą się z dużymi emocjami, bo nie są to rozmowy o charakterze czysto biznesowym, ale wchodzi też w grę czynnik rodzinny, to nestor jak może stara się ich unikać.
Mało który przedsiębiorca dopuszcza do siebie myśl, że sukcesja może go zaskoczyć – chodzi o przypadek tzw. sukcesji nagłej, gdy np. właściciel firmy ginie w wypadku lub dopada go ciężka choroba, która uniemożliwia dalsze prowadzenie firmy. Prof. Mariański proponuje każdemu przedsiębiorcy, aby zrobił sobie „test autobusu”.
O co chodzi? Przeczytaj w Plus Minus: Tykająca bomba polskiej gospodarki. Po pytaniu „co dalej?” zapada krępująca cisza - rp.pl