Fazy życia – czyli na co i kiedy wydawać?
Przyszedł do mnie mój 22-letni syn i zaczął opowiadać, jak zamierza budować swoje zabezpieczenie na emeryturę, bo wiadomo, że ZUS nie będzie wypłacał godnych emerytur za 40 lat. Ucieszyła mnie świadomość o fikcyjności systemu emerytalnego. Z drugiej strony pokazało to, że nic nie wie o wartości pracy w czasie.
Jeżeli po skończeniu studiów, w wieku 25 lat, zacznie zarabiać, to jego stawka godzinowa nie będzie wysoka. W tym wieku potrzeby wydatkowe są olbrzymie. Jeżeli uda mu się odłożyć miesięcznie, powiedzmy, 500 zł, to będzie około 10% jego wynagrodzenia netto. Czyli 10% swojego czasu poświęci na oszczędzanie dla nieznanej przyszłości. Tymczasem, gdy zacznie zarabiać znacznie więcej, odłożenie tej samej (zwaloryzowanej o średnie wzrosty) sumy może zająć mu znacznie mniej czasu pracy. Dlatego na początku naszej drogi zawodowej konsumujemy więcej czasu, niż w momencie, gdy zarabiamy więcej. Oczywiście, nie wiemy, ile i jak długo będziemy zarabiać w przyszłości. Czy warto oszczędzać na czas, który może nigdy nie nadejść?
Musimy szacować naszą życiową energię. Ile nas kosztuje to, żeby coś zrobić. Czy warto ją poświęcać, by wybudować wspaniały dom? Czy to jest cel życiowy? Jeżeli zatem coś nas kosztuje 900 000 zł rocznie, a my zarabiamy 300 000 zł, to przez 3 lata pracujemy tylko na ten przedmiot (oczywiście musimy pokryć inne koszty życia, więc tę sumę gromadzimy przez dłuższy czas). Gdy chcemy pojechać na ekskluzywne wakacje, to cały rok oszczędzamy na ten cel. A może na początku swojej drogi zacząć od skromniejszych? Gdy już osiągniemy odpowiedni status finansowy, zmienić wysokość wydatków. W ten sposób wydamy mniej naszej energii życiowej. No chyba, że chcemy mieć „coś”, żeby być „kimś”. Co dzisiaj staje się tak istotnym trendem bogatych społeczeństw.
Oczywiście, nie jest najlepszym sposobem podążanie tak dzisiaj modną drogą: SIMPLICITY. Nigdy nie byłem jej zwolennikiem, zwłaszcza w czystej postaci czy wręcz obnoszenia się z tym. Jednak bawią mnie opowieści osób zamożnych, jak to kupiły kolejny dom czy apartament za granicą, do którego nie mają czasu pojechać. Potem denerwują się, gdy mówię, że w bieżącym roku byłem 26 tygodni na urlopach. Zawsze zatem należy znaleźć balans, a w momencie osiągnięcia pewnego poziomu warto nawet przestać zarabiać, zwłaszcza poświęcać kolejną naszą energię życiową na większe dochody. Czy warto poświęcić kolejne ekstra godziny naszego życia, by mieć lepszy samochód?
Podkreślę: nie neguję pracy. Uważam wręcz, że może ona być inwestycją nie tylko dla siebie, ale także dla szerszego grona. Może dawać satysfakcję i jest potrzebna, także dla nas samych. Gdybym wygrał dużą sumę pieniędzy w totolotka, to czy przestałbym pracować? Nie, ale robiłbym to inaczej. Praca to także nasze życie, ale życie to znacznie więcej niż praca!
Zresztą wyższe zarobki lub większa firma nie zawsze oznaczają istotną zmianę w korzystaniu z życia. Jeżeli ktoś pracuje w korporacji przez 10 godzin dziennie, rzadko korzysta z urlopu i zarabia dwa razy więcej niż wolny strzelec, który spędza 2 miesiące w roku w podróży, to jak myślisz, kto bardziej korzysta z życia? Korzyść z pracy dla pierwszej osoby jest znacznie niższa.
Zwłaszcza na początku drogi życiowej nie warto oszczędzać na inwestycje w przyszłość. Warto inwestować w siebie! To nie tylko wiedza i rozwój w jakiejś dziedzinie. To zdobywanie doświadczenia jako największego dobra, które człowiek zyskuje z czasem.
Doświadczenie to nasze zdobywane przeżycia, obserwacje i wiedza w ciągu całego życia. To nie tylko podnosi znacząco poziom życia, ale pokazuje, że je odczuwamy. Wiele badań pokazuje, że wydawanie pieniędzy na doświadczenia kosztem rzeczy daje o wiele większą satysfakcję.
Tu uwaga odnośnie praktyki, z którą mam do czynienia w mojej codziennej pracy z właścicielami dużych biznesów. Co z tego, że jesteś właścicielem wielkiej firmy (dużego majątku), jak nigdy nie zanurkowałeś w szelfie międzykontynentalnym w Islandii, nie byłeś w najlepszej restauracji świata, nie zobaczyłeś wschodu słońca nad setkami świątyń w Birmie, nie widziałeś Himalajów choćby z base campu Everestu, czy też nie miałeś czasu, aby przeczytać znaczących dzieł filozoficznych? Życie jest tylko sumą doświadczeń.
Jak zatem zbudować najlepszy sposób wydatkowania życiowej energii, zanim umrzemy? Nie ma prostej odpowiedzi, jak zakumulować jak największą siłę doświadczeń. Po wielu latach moich własnych, ale przede wszystkim z pracy z wieloma właścicielami firm rodzinnych, mogę wskazać kilka ogólnych rad. Zawsze inwestuj w siebie, wydawaj na siebie (rodzinę) jak najwięcej. Oszczędzaj zacznij w drugiej części swojego życia, gdy na to poświęcisz już mniej swojej energii życiowej. Nie warto poświęcać swojego życia dla kolejnych pokoleń (co nie znaczy, że nie można zbudować firmy na pokolenia). Nie tylko możesz zmarnować swoje, ale także możesz doprowadzić do dewastacji ich życia. Bo najprostszą i najbezpieczniejszą formą sukcesji jest: wydam, zanim umrę. Zatem nie planuj życia tylko dla budowania majątku dla innych. Przyjmij, że jak coś zostanie dla dzieci, to dobrze. Gorzej, gdy poświęcisz się dla życia następców, którzy tego nie docenią, a czasami wręcz wypaczą sens Twojego poświęcenia.
REKOMENDACJA: Zacznij aktywnie myśleć o tym, co chciałbyś w życiu przeżyć; mogą to być doświadczenia małe i olbrzymie, bezpłatne i kosztowne, społecznie użyteczne, jak i własne; mogą być hedonistyczne, jak i sprawiające przyjemność także innym.