Dobrobyt dla siebie czy dla dzieci? Masz jedno życie, Twoje życie.
Wiele osób twierdzi, że nie może wydać przed śmiercią swojego majątku, bo musi zostawić dzieciom. Ba, nawet twierdzą, że nie mogą przestać pracować/ żyć pracą, bo muszą uszczęśliwić dzieci (czyt. zostawić im majątek). Osoby, które myślą tylko o sobie, a nie dobrostanie dzieci to, ich zdaniem, egoiści w negatywnym tego słowa znaczeniu.
Planowanie swojego życia tak, by „uszczęśliwić” majątkowo dzieci to klasyczny błąd, który wynika z naszej naturalnej ofiarności dla dzieci. Może być to błędny wybór dla naszego dobrego życia, ale i dobrego życia dzieci.
Po pierwsze…
Żyjesz, w tym pracujesz, dla siebie. Zadając pytanie: „co z dziećmi?” stawiasz je, nie siebie, na pierwszym miejscu. Przecież to Twoje życie jest pierwsze. Jeżeli Ty pracujesz, zamiast doświadczać życia, w celu przekazania swojego majątku dzieciom to oznacza, że nie tylko je wychowujesz, ale pracujesz za nie.
Przy czym, żeby było jasne, nie jestem przeciwko transferom majątku między pokoleniami. Pytanie co i kiedy przekazujemy. Prosta sukcesja biznesu lub majątku to pierwszy krok do dewastacji przyszłych pokoleń. Jednak umiejętne przekazanie majątku i budowanie biznesowej rodziny wielopokoleniowej to arcytrudne zadanie, ale możliwe.
Pracujesz zatem przede wszystkim dla swojego życia, dla jego przeżywania, czyli dla dobrego życia własnego. To co możesz przekazać dzieciom, poza wychowaniem, to wspólne przeżywanie. To jest najlepsza inwestycja w kolejne pokolenia.
A co ja robię? Wydaję znaczącą część naszych dochodów na podróże, w tym podróże z dziećmi. Takie podróże jak: południowa Afryka, Japonia, Singapur i Indonezja, czy też objazd USA, to niesamowite wspólne przeżycia, możliwość poznania innych kultur i natury. Razem nurkujemy, razem jeździmy na nartach, razem spędzamy czas na spacerach nad morzem.
To nic innego, jak przekazywanie wyników Twojej pracy. Tu i teraz, nie w przyszłości, której nie znamy. Żeby to robić nie można „tylko” pracować, trzeba mieć czas na wspólne, ale czasami także indywidualne przeżycia.
Twoje życie, ale i życie dzieci, tak szybko mija. „Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek, dziś – odpowiedział Prosiaczek, na to Puchatek – to mój ulubiony dzień.” Żyj tak, jakby to był Twój ostatni dzień. Nie patrz tylko na to co może się zdarzyć w przyszłości.
Po drugie…
Jeżeli przekażesz majątek po swojej śmierci to on stanie się majątkiem dzieci i będą go wydawały jak własny. Może będą pamiętać komu go zawdzięczają, choć dla wielu może się to wydawać osobiście „zarobiony” majątek. Zapytasz mnie może: „a ty co mówisz swoim dzieciom?” Odpowiadam wprost: zamierzam wydać przed śmiercią. Może ewentualnie coś zostanie dla nich, np. mieszkanie. Naszą inwestycją będą wspólne przeżycia oraz ich edukacja.
Po trzecie…
Przekazywanie majątku powinno nastąpić znacznie wcześniej niż po Twojej śmierci. To wymaga zaplanowanego procesu sukcesyjnego. Nie jest łatwo dobrać odpowiednie instrumenty, ale jeszcze trudniej wspólnie z rodziną ustalić wartości, cele i ścieżkę. Jeżeli dzieci w ogóle mają coś dostać to znacznie wcześniej niż po Twojej śmierci. Jaki jest bowiem pożytek z majątku, który dostajesz w wieku 50 lub 60 lat?
Zgłosił się do mnie klient, którego pradziadek założył zagraniczne fundacje prywatne, a on w wieku lat 50 dowiedział się, że jest jedynym beneficjentem majątku wartego ponad 100 mln Euro. Być może zwiększy to jego przyjemność z przeżywania wieku dojrzałego, nie osiągnie jednak wielu doznań, które wraz ze swoimi dziećmi mógłby mieć znacznie wcześniej. Nie mówiąc już o odpowiednim reinwestowaniu dla przyszłych pokoleń.
Zastrzegam jednak, że nie ma nic gorszego niż szybki transfer gotówki do młodych następców. Do destrukcyjnej siły pieniądza wrócę w kolejnych wpisach.
W niektórych sytuacjach lepiej wspomagać dzieci przed ich usamodzielnieniem. Jeżeli same podejmują wszelkie działania, by dobrze żyć, można je wcześniej wspomóc. Jednak wcześniejsze wspomaganie nie powinno zastępować kreatywności dzieci. Do tego zagadnienia również wrócę.
Jeszcze trudniej jest w sytuacji, gdy nie masz dzieci. Po co budować majątek i nie mieć czasu dla siebie? Przytoczę tu sprawę jednego z klientów, który postanowił założyć fundację rodzinną, żeby majątku nie otrzymał jego jedyny spadkobierca – siostra, którą po prostu nienawidzi. Sytuacja, w której ona odziedziczy ten majątek, dla którego poświęcił całe swoje życie – to dla niego koszmar. A w fundacji, cóż.. poszukuje beneficjentów..
Dodam, że wiem co to znaczy zaczynać od zera. Budować biznes i zarabiać. Przez wiele lat mówiłem sobie: nie mogę być jak rodzice (taki czas komunizmu). Moja sytuacja finansowa, choć cały czas muszę (chcę) pracować, pozwala mi teraz na dobre życie. Wymagało to olbrzymiego zaangażowania, czasami kosztem innych celów. Dlatego nie neguję pracy przedsiębiorców, ich wysiłku, ba, czasami poświęcenia. Jednak w wielu sytuacjach widzę, że zgubili prawdziwy sens życia. Na końcu często następuje wielkie rozczarowanie w momencie sukcesji.
Czasami warto wybrać: być czy mieć, bo celem życia powinno być…prawdziwe życie. Nie ma nic lepszego niż pasja. Przede wszystkim pasja do życia. To już jest duża sztuka, by znaleźć równowagę i sens życia. Zwłaszcza gdy czekają na Ciebie tak liczne pułapki, przeszkody i niepoodziewane zdarzenia.
Wszystko to doprowadzi nas do próby odpowiedzenia na pytanie: czy moim jedynym celem ma być dobrostan przyszłych pokoleń? A może dzisiaj muszę inwestować więcej w siebie, moje życie, ale także podejmować różne działania, które służą nie tylko mojej rodzinie? To nas prowadzi do rozważań o sukcesji biznesu versus budowa firmy wielopokoleniowej, ale także czy przekazanie majątku jest jedynym i najlepszym wyborem. Może w ten sposób krzywdzimy swoich następców?
„Nikt zaś nie może z uciechą korzystać z mienia, które przysparza mu trosk. Stara się coś przydać do niego, a gdy myśli o pomnożeniu majątku, zapomina o jego spożytkowaniu.”
Seneka, Listy moralne, księga II, list XIV, s. 40.
CDN.