Japonia to najczęściej wymieniany kraj w kontekście długowieczności. „Longevity” to koncepcja długiego życia, w dobrym stanie. A japońska wyspa Okinawa to najczęściej omawiany przykład jej realizacji. Jest to wynikiem wielu czynników, w tym: klimatu, nawyków żywieniowych, umiarkowanego i ciągłego ruchu, aktywności fizycznej i psychicznej aż do śmierci, ale także i… zielonej herbaty. Dlatego prawie 25% mieszkańców Okinawy żyje ponad 100 lat. Jednak nie o tym będę pisał w tym wpisie.

 

W kontekście firm rodzinnych Japonię wymienia się także jako idealny przykład długowieczności firm. Najczęściej opisuje się firmę Kongō Gumi (jap. 株式会社金剛組 Kabushiki-gaisha Kongō Gumi). Niestety to już nieistniejące japońskie rodzinne przedsiębiorstwo z branży budowlanej, najdłużej działająca firma na świecie (1428 lat). Początki przedsiębiorstwa datuje się na 578 rok, kiedy to Shōtoku ściągnął do Japonii budowniczych z Korei, by w Osace wybudowali dla niego świątynię Shitennō-ji (Czterech Niebiańskich Strażników Buddy). Od tamtego momentu przez ponad 14 stuleci przedsiębiorstwo zarządzane było przez jedną rodzinę, pochodzący z Korei ród Kongō.

 

Z powodu poważnych problemów finansowych (343 mln dolarów długu) przedsiębiorstwo zostało przejęte w 2006 roku przez grupę budowlaną Takamatsu. Tuż przed tym zatrudniało ono około 100 pracowników.” (Wikipedia, 9.05.2025r.).

 

Firma przestała istnieć, bowiem złamano podstawową zasadę biznesu rodzinnego – firma na pokolenia, a nie dla doraźnych, ryzykownych przedsięwzięć. Nie było jednak w tej rodzinie problemów z sukcesją przez dziesiątki kolejnych pokoleń.

Zakłada się powszechnie, że gdyby nie problemy finansowe to firma mogłaby być w posiadaniu tej samej rodziny i przez kolejne dziesiątki pokoleń. W tradycji japońskiej naturalne jest bowiem przejmowanie tych samych zawodów, rodzajów aktywności biznesowej przez sukcesorów.  Można nawet rzec, że naturalnie zakładano, że taka sukcesja pokoleniowa nastąpi. Dlatego przetrwało wiele tradycyjnych zawód, które wymagają IKIGAI, czyli pełnego zaangażowania i oddania wykonywanym zadaniom. W tradycyjnym społeczeństwie japońskim były to normalne zdarzenia.

 

Jednak jak donoszą media, nawet w Japonii co raz trudniej o sukcesję tradycyjnych firm, zwłaszcza małych rzemieślniczych. Nowe pokolenia raczej myślą o życiu w dużych aglomeracjach, z dostępem do wielu usług. Tym samym nawet w Japonii może zanikać sukcesja polegająca na przejęciu przede wszystkim pracy (zarządzania) przez kolejne pokolenia. A niektóre profesje mogą zniknąć.

https://businessinsider.com.pl/praca/japonia-kryzys-sukcesji-firm-wladze-walcza-o-ratowanie-tradycji/8c0n1k1

Tymczasem w Polsce, gdzie nie mam tradycji transferów pokoleniowych biznesów rodzinnych, znaczna część właścicieli zakłada jako zupełnie naturalną kolej rzeczy, sukcesję zarządczą do kolejnych pokoleń. Nie rozmawiają nawet z dziećmi, czy są tym zainteresowani, a tym bardziej jak skutecznie przeprowadzić proces budowy firmy na pokolenia, kiedy rozpocząć i sfinalizować przekazywanie im władzy w firmie. A może także i oni mają inne plany na życie? Dlaczego w Polsce miałoby być inaczej niż dziej się we wszystkich rozwiniętych gospodarkach świata? A w II pokoleniu masz szansę przetrwać nie więcej niż 1/3 biznesów rodzinnych, a w III pokoleniu już tylko 8-10%.

 

Wszystko to prowadzi do braku strategii sukcesyjnej, a następnie panicznego poszukiwania rozwiązań, w tym sprzedaży likwidacyjnej lub nawet upadłości firmy.