„Jedną z przyczyn naszych nieszczęść jest to, że żyjemy według pewnych wzorów… Nawet błąd uchodzi w naszych oczach za coś właściwego, jeżeli stał się powszechnym.” – Seneka, Listy moralne do Lucyliusza.

 

Polityka podatkowa – narzędzie czy pole bitwy?

W teorii polityka podatkowa służy równowadze: zapewnia dochody na usługi publiczne, wspiera wzrost i włączenie społeczne, a konstrukcją podatków może korygować negatywne zewnętrzne efekty. Najczęstsze zadanie to: równoważyć potrzeby dochodowe z projektowaniem systemu sprzyjającego inkluzywnemu i trwałemu wzrostowi.

W praktyce często staje się jednak polem walki o narrację. Zamiast spójności i stabilności mamy „łatwe” komunikaty, które wygrywają na konferencji prasowej, ale przegrywają w długim horyzoncie gospodarczym.

 

Demagogia podatkowa – emocje zamiast argumentów.

Klasyczne definicje demagogii mówią o pozyskiwaniu poparcia „nierealnymi obietnicami” i retoryce, która zagłusza rozumne namysły. To opis dziwnie aktualny, gdy politycy sprowadzają skomplikowane zagadnienia fiskalne do kilku haseł.

Najczęściej dotyczy to PIT (kwota wolna, progi, ulgi na dzieci, „danina solidarnościowa”) oraz CIT (zwłaszcza narracja „ponadnormatywnych zysków” wybranych sektorów – dziś banków).

 

„Sprawiedliwiej” nie znaczy sprawiedliwie.

W uzasadnieniach rządowych projektów powraca hasło „sprawiedliwości podatkowej” oraz „uszczelnienia”. Przykład: pakiet PIT/CIT „AD 2025/2026”, który ma ograniczyć arbitraż między formami opodatkowania (np. świadczenia na rzecz podmiotów powiązanych na ryczałcie). To poważny temat, ale w debacie publicznej bywa używany jako slogan legitymizujący podwyższanie obciążeń.

W uzasadnieniu projektu czytamy: "Przesłanką projektowanych zmian jest dążenie do realizacji zasady sprawiedliwości podatkowej, wywodzonej z art. 84 Konstytucji RP. Zasada ta doznaje uszczerbku w sytuacjach, w których dochód ze zdarzeń o ekonomicznie tożsamym skutku jest opodatkowany według różnych zasad, przy jednoczesnym braku uzasadnienia dla tych różnic." I do takiej właśnie NIESPRAWIEDLIWOŚCI ZMIERZA TEN PROJEKT. Jedna zmian dotyczyć ma ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych w zakresie świadczenia usług dla podmiotów powiązanych. Jak czytamy "W obecnie obowiązującym stanie prawnym, podatnicy, stosujący opodatkowanie ryczałtowe, stosunkowo często korzystają z mechanizmu optymalizacyjnego, polegającego na świadczeniu usług na rzecz podmiotu powiązanego. Przykładowo, wspólnik sp. z o.o. świadczy na rzecz tej spółki usługi doradcze, a przychody z tego tytułu opodatkowuje stawką ryczałtową 8,5%. Korzyść podatkowa podatnika ma dwojaki charakter. Spółka wartość wypłaconych podatnikowi należności zalicza do kosztów uzyskania przychodów. Natomiast podatnik od przychodów z tytułu tych świadczeń płaci ryczałt od przychodów ewidencjonowanych według stawki 8,5%. Gdyby świadczenia te były wypłacane w postaci dywidendy, podatnik opodatkowałby je stawką 19%." A teraz rzeczywistość. Spółka szkoleniowa prowadzi dziesiątki szkoleń/kursów z wieloma

trenerami. Jeden z kursów prowadzi (praca osobista) dwóch trenerów: wspólnik spółki i osoba niepowiązana. Pierwszy zapłaci od przychodu z własnej pracy 17%, a drugi 8,5%. Od pracy własnej a nie zysku spółki, który jest wynikiem wielu działań. A dywidendy może nie być bardzo długo, bo spółka reinwestuje wszystkie dochody w swój rozwój.

Problem głębszy: cały system PIT od lat jest niespójny w wymiarze sprawiedliwości poziomej i pionowej – o czym przypomina literatura ekonomiczna i rekomendacje dotyczące projektowania podatków sprzyjających wzrostowi i inkluzji.

Zobacz mój wpis tutaj https://adammarianski.pl/jednostka-a-system/rownosc-w-prawie-podatkowym-idea-bez-znaczenia

 

Polityczne „magnesy” w PIT: kwota wolna, progi, ulgi na dzieci.

Kwota wolna 60 tys. zł – obietnica powracająca jak bumerang. W 2025 r. Prezydent zapowiadał projekt (a także 0% PIT dla rodzin 2+). Jednocześnie rząd przyznał, że podniesienie kwoty wolnej „nie mieści się” w budżecie 2026 r. (czyli jeszcze nie teraz). To klasyczny przykład rozjazdu między narracją a rachunkiem fiskalnym.

Progi podatkowe – w 2025 r. utrzymane (12% do 120 tys. zł i 32% powyżej), choć w sferze zapowiedzi pojawiało się 140 tys. zł jako nowy II próg (element prezydenckich propozycji).

Ulga na dzieci – trwa jako filar polityki rodzinnej (konkretne kwoty odliczeń i zasady zwrotu niewykorzystanej ulgi), a równolegle promuje się medialnie „PIT Zero. Rodzina na plus” (0% PIT do 140 tys. zł na rodzica). Tu również widać napięcie między „hasłem” a faktycznymi przepisami obowiązującymi w rozliczeniu za 2025 r.

Wspólny mianownik: hasła są proste i atrakcyjne, rzeczywiste konsekwencje – budżetowe i systemowe – złożone.

 

Akcyza – nowe pole do politycznej demagogii.

Narracja dotycząca walki z nałogami poprzez podwyższanie stawek akcyzy to czysta demagogia. Najbardziej wątpliwe zmiany AD 2025 dotyczą podatku akcyzowego od wyrobów tytoniowych. Wbrew zapowiedziom wpływy nominalnie spadają (mimo skokowego wzrostu stawek), a nadregulacja podatkowa to zastąpienie rozwiązań innych gałęzi prawa, wzrost szarej strefy i unikanie opodatkowania przez jeden koncern tytoniowy. A sprzeczności z prawem unijnym już tylko wspomnę.

Prawo podatkowe nie może służyć wyłącznie do realizacji innych celów. W tym wypadku miały być to jakoby instrumenty oddziałowujące na ograniczenie palenia. Abstrahując od wątpliwości dotyczących naruszenia praw do wolnego rynku, faworyzowania niektórych producentów, wpływu na zmianę nawyków na szkodliwsze tradycyjne papierosy to podstawowe pytanie jest czy jest dopuszczalne instrumentalne wykorzystywanie przepisów podatkowych do celów regulacyjnych? Zresztą po kilku miesiącach okazało się, że jeden koncern znalazł już rozwiązania jak ominąć akcyzę od jednorazówek.

 

CIT dla banków: „ponadnormatywne zyski” kontra praworządność i stabilność.

W 2025 r. rząd ogłosił wybiórcze podniesienie CIT dla banków: 30% od 2026 r., 26% w 2027 r., docelowo 23% (z częściowym „oddaniem” przez obniżkę podatku od niektórych instytucji

finansowych w latach 2027–2028). Uzasadnienie: m.in. wydatki obronne i „sprawiedliwość”. Skutek rynkowy: gwałtowne spadki indeksu banków na GPW po ogłoszeniu planów. To typowy przykład użycia etykiety sprawiedliwości do sektorowej podwyżki – z kosztami przerzucanymi pośrednio na klientów/inwestorów oraz z ryzykiem erozji zaufania do stabilności prawa.

Wydaje się, że po raz pierwszy na gruncie CIT możemy mówić o tak rażącym naruszeniu zasady sprawiedliwości podatkowej. Nie ma bowiem podstaw do arbitralnego ustalania różnych stawek podatkowych dla wybranych sektorów. Dochodzi zatem do naruszenia zasady sprawiedliwości w układzie poziomym, co jest fundamentem państwa prawa.

 

Kiedy jeden podatek ma zbyt wiele celów…

Podatek, który jednocześnie ma zasilać budżet, wyrównywać nierówności, sterować zrachowaniami i gasząc „niesprawiedliwości” w debacie, zwykle nie realizuje dobrze żadnego z tych zadań. Międzynarodowa doktryna oraz organizacje międzynarodowe (OECD) od lat rekomendują, by cele fiskalne i redystrybucyjne realizować spójną architekturą całego systemu (podstawy, stawki, bazy i transfery), a nie „łatami” pod bieżącą narrację.

Trudno zatem być optymistą, że zaczniemy rozmawiać o spójnej strategii podatkowej, gdy dominuje polityczno-urzędnicza demagogia.