Recenzja filmu „Perfect Days” a japońskie Ikigai
Film Wima Wendersa Perfect Days to niezwykle subtelne studium codzienności, w którym życie głównego bohatera – Hirayamy, pracownika sprzątającego toalety w Tokio – ukazuje się jako współczesna ilustracja japońskiej filozofii ikigai, czyli sensu i celu życia. Pokazuje także smutniejszą stronę codzienności w Japonii – samotność.
Codzienność jako sens
Hirayama żyje w rytmie powtarzalnych czynności: wstaje o świcie, podlewa rośliny, słucha kaset z muzyką, je proste posiłki, pielęgnuje drzewa, czyta książki, a następnie z pełnym oddaniem sprząta toalety. To właśnie ta koncentracja na „tu i teraz” i dbałość o jakość najmniejszych zadań oddaje sedno ikigai: życie znajduje sens nie tyle w spektakularnych osiągnięciach, ile w świadomej obecności i w poczuciu wartości w codziennym działaniu.
Oddanie i zaangażowanie
Bohater wykonuje swoją pracę z niezwykłą starannością – toalety, którymi się opiekuje, błyszczą jak dzieła sztuki. Nie traktuje jej jako niskiego zajęcia, ale jako przestrzeń, w której może wyrazić troskę o innych. To praktyka przypominająca zen: zadanie staje się medytacją, a zwykłe czynności nabierają duchowego wymiaru.
Przyjemność z drobiazgów
Ikigai Hirayamy ujawnia się także w umiejętności czerpania radości z prostych momentów: z zapachu drzew, z odbicia światła, z muzyki Lou Reeda czy Patti Smith. Wenders pokazuje, że codzienność – tak często niedoceniana – kryje w sobie źródło głębokiego spełnienia, jeśli tylko nauczy się ją dostrzegać.
Cień samotności
Jednocześnie film nie idealizuje japońskiej codzienności. Hirayama jest samotny – jego kontakty społeczne są powierzchowne, a przeszłość (rodzina, którą porzucił lub od której się odciął) pozostaje bolesnym brakiem. Dlatego tak go cieszą ukryte liściki, które znajduje w jednej z toalet. Oczekuje każdego dnia na kolejną wiadomość, bo to jedyna jego „relacja”. (dla nas podczas ostatniego pobytu w Japonii szokiem były roboty przyjaciele na abonament i kawiarnie, w których one…się spotykają).
W tym aspekcie film dotyka ważnego problemu współczesnej Japonii: kulturowo zakorzenionej samotności, która dotyka zarówno starszych, jak i młodszych mieszkańców wielkich miast. Hirayama znajduje sens w rytuale, lecz jego życie pozostaje wyciszone, a niekiedy odcięte od głębszej więzi z drugim człowiekiem.
Refleksja końcowa
Perfect Days można odczytać jako hymn na cześć Ikigai – życia zakorzenionego w prostych czynnościach, w pracy wykonywanej z uważnością, w cichym zachwycie nad światem. Ale jednocześnie jest to delikatne ostrzeżenie: sam sens, czerpany wyłącznie z codzienności, może prowadzić do wyizolowania. Aby ikigai było pełne, musi łączyć oddanie działaniu z bliskością i więzią – a właśnie tego bohaterowi w największym stopniu brakuje.
O tym szerzej rozmawiam z Maciejem Wiśniewskim w naszym podcaście „Sztuka życia. Rzecz o długowieczności”.
Ps. Toalety zostały zaprojektowane przez znanych japońskich architektów na olimpiadę w Tokio i dzisiaj są atrakcją turystyczną, włącznie ze zorganizowanymi wycieczkami. Tak prosto, jak w filmie, nie jest z nich skorzystać?